Kategorie: Wszystkie | Berlin | Edukacja | Emigracja | Kultura | Polityka
RSS
środa, 02 stycznia 2008
Niby u siebie
Pewne rzeczy czlowiek uświadamia sobie dopiero po pewnym czasie. Po w sumie tylko dwóch latach wyrwania z polskiej rzeczywistości niby nie powinnam mieć problemu z przystosowaniem się znowu do życia w naszym jedynym w swoim rodzaju kraju. Niby. Mam wrażenie, że moje myślenie silą rzeczy powędrowalo w kierunku konkretu i racjonalizmu. Dochodzę do wniosku, że Polacy to naród niezwykle wyluzowany a czasami zupelnie niepoważny. W pracy przekonalam się jak istotne jest stwarzanie tysiąca pozorów, dzieki czemu przestalam sie dziwić, że osiągamy jakiś nikly procent europejskiej wydajności pracy choć siedzimy w tej pracy czasami do oporu. Dużo enegrii pochlaniają oprócz dzwonienia po dziesięć razy po różych osobach w celu zidentyfikowania odpowiedzialnego za to i za tamto, również prozaiczne czynnosci takie jak np.: poszukiwanie kawy, której szanujący się pracodawca nie raczy zakupić w rozsądnych ilościach (co nie znaczy, że nie kupuje koszul u Armaniego). Cecha absolutnie typową dla polskiej organizacji pracy jest dzialanie wg zasad które uskuteczniala nasza szlachta wieki temu: w sytuacji kryzysowej najlepiej sprawdza się pospolite ruszenie ewentualnie seria dzialań ad hoc (co w sumie wychodzi na to samo). Najbardziej jednak fascynuje mnie niechęć do maila, który w końcu czarno na bialym jest dodowem zajęcia jakiegoś zdecydowanego stanowiska. Ciągle na topie jest komunikacja ustna, która (jak dla mnie) zawsze stwarza możliwość odwrócenia kota ogonem (co już nawet przetestowalam na wlasnej skórze). A przy tym wszystkim ludzie są naprawdę bardzo serdeczni i kreatywni. W końcu jakoś to musi dzialać.
poniedziałek, 29 października 2007
I koniec tej męczarni...

Niemcy zwykli są narzekać na jakość berlińskiej "obsługi klienta". Sprzedawcy w Berlinie są gburowaci i potrafią powiedzieć czasami coś od serca. Nic to jednak w porównaniu do naszych rodzimych obsługujących, którzy w ogóle mają wszystkim za złe, że ktoś czegoś od nich chce. Ciągle nie mogę się do tego przyzwyczaić. Dziś pojechałam do Castoramy po lampkę na biurko. Po pierwsze pani z łaską przyniosła mi jedną z magazynu (w ogóle z łaską poinformowała gdzie takowa jest), a później z łaską pokazała gdzie mogę dokupić do niej halogeny. Ale najlepszy był tekst jednego z pracowników: "Jeszcze tylko pół godziny i koniec tych męczarni!!!!". Wtedy pomyślałam: "Jeszcze tylko do kasy i koniec moich męczarni w Castoramie"!

W piątek próbowałam kupić bilet godzinny. I co mnie spotkało? Pani w kiosku już ewidentnie na rauszu krzykneła ochrypłym głosem standardowe: "Nie ma godzinnych!" Aaaaa, mało nie odskoczyłam! Powinni umieścić na kiosku tabliczkę: "Uwaga zły pies". Okropna jestem, ale taki stosunek do klienta normalnie mnie odrzuca.

PS Zapomnialam dodać, że w Castoramie widzialam tą Omenę od pogody! 

niedziela, 14 października 2007
Zmiany, zmiany, zmiany

No i stalo się. Tydzień temu przenioslam sie z Berlina do Warszawy. Nie jest to jeszcze moje ostateczne pożegnanie z Berlinem, ale wszystko zmierza w tym kierunku. Pierwsze wrażenia po dość dlugiej "niemieszkaniu" w Polsce? Nawet produkty w sklepach się zmienily! Nie wspomnę już o programach telewizyjnych (teraz jestem na bieżąco z calą kampanią wyborczą, ale na Taniec z lodami i gwiazdami już nie mam sily, show goni show). Za to autobusy te same. Dziś mialam przejażdżkę, ufff przeżylam, ale rzucalo nieźle. Muszę sobie też w trybie pilnym zakupić zapinaną torebkę, bo z tą aktualną mogę latwo paść lupem podczas prób lapania równowagi na kolejnym zakręcie. Na razie czuję się trochę jak spadochroniarz, niby stąd, ale nie stąd (w Warszawie będę mieszkać po raz pierwszy). Nudzić się, nie nudzę.

środa, 03 października 2007
Francuzi ostatni tydzień
Korzystając z wolnego dnia wybralam się na wystawę, która w tym tygodniu definitywnie się zakończy. Najpiękniejsi Franucuzi wyjadą z Berlina do Nowego Yorku i pewnie prędko nie wrócą, o ile kiedykolwiek. Ostatni dzwonek. Niestety nie tylko ja wybralam dziejsze święto (polączenia wschodu z zachodem) na nadrobienie tej zaleglości (a ponoć to Slowianie robią wszystko na ostanią chwilę), kolejka przeszla moje wszelnie wyobrażenia a czas oczekiwania na wejście (już po wykupieniu biletu) dobil do czerech godzin. Ale bylo warto, wystawa naprawdę robi wrażenie (te tlumy spragnionych sztuki również), w jednym miejscu tyle arcydziel (i osób ze sluchawakami w nie wpatrzonych). Ponoć obejrzalo ją już ponad pól miliona odwiedzających. Organizacyjnie też bez zarzutu, choć ta prowizoryczna kawiarnia na zewnątrz moglaby trochę bardziej przypominac francuską kawiarnię a nie obwoźny barak, no ale to już takie czepianie się szczególów. Ach, oglądnie wystawy urozmaicil mi element mocno humorystyczny. Otoż zobaczylam kogoś kto wyglądal zupelnie jak ja! Normalnie sobowtór, dziewczyna byla nie tylko prawie tak samo ubrana jak ja (nie żeby jakoś typowo co jest najlepsze), miala podobną fryzurę i do tego jeszcze podobny typ urody! Chodzilam miedzy tymi Francuzami i ciągle mialam wrażenie, że przygladam się co jakiś czas w lustrze. Nigdy wcześniej nie zdarzylo mi się coś takiego!
poniedziałek, 24 września 2007
Pieniactwo we Frankfurcie

Rzadko polska polityka jest w stanie czymś mnie zaskoczyć. Dziś jej się to udalo. Doczekaliśmy się bowiem wątku antyniemieckiego w tej jakże żalosnej kamapnii wyborczej. W najnowszym spocie pewnej polskiej populistycznej partii pojawily się sugestie jakoby bycie po prostu "na nie" bylo sukcesem i to sukcesem na skale międzynarodową. Poziom misspercepcji osiągnąl jakiś niespotykany poziom. Jesteśmy anty i jesteśmy z tego dumni. Sukces normalnie na miarę ostatniego zajazdu na Litwie. Najbardziej przerażające jest to, że większość ludzi nie kapuje, że my się od jakiegoś czasu zagranicą tylko ośmieszamy. Jak można być z tego dumnym?

sobota, 22 września 2007
Potsdamer Platz i pochodne
Sony Center itpW kierunku Potsdamer PlatzuPolonicumKolejka na wystawęNeue Nationalgalerie
17:39, olijanna , Berlin
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 września 2007
Hier kommt Alex(a)
W sobotę zwiedzilam (razem z chyba polową mieszkańców ex Berlina wschodniego) najnowsze centrum handlowe (uwaga! w Berlinie generalnie nie ma galerii handlowych, a jak są to dużo mniejsze od tych, które my znamy z PL) usytuowane przy Alexanderplatzu i noszące wiele mówiącą nazwę: Alexa! (zdrobnienie od imienia Alexander). Powód mojego tam pojawienia sie byl nader prozaiczny. Niezwlocznie potrzebowalam butów sporotowych, a że nie wiedzialam gdzie je kupić...to czemu nie pojść do nowego centrum. Tak oto wzielam udzial w masowej rozrywce czyli kupowaniu na akord. W sklepie obuwniczym stalam w kolejce rodem sprzed upadku muru zupelnie nie wiedząc co jest jej przyczyną. Wyjaśnilo się przy placeniu, buty zakupilam z 12eurowym rabatem, który mój mężu natychmiast spożytkowal na plytę deathmetalowej kapeli (zakupioną oczywiście w największym Media Europy, który naturalnie znajduje się w tejże galerii). Samo centrum bardzo ulatwia zakupy, szczególnie takim kupującym jak ja (nielubiącym na to przeznaczać zbyt dużo czasu). Po drugie sporo jest tam sklepów dla mlodych ludzi (co odróżnia te galerie do innych typu Karstadt czy Kaufhof). Poza tym miejscowka jest świetna. Co by nie mówić Alexanderplatz ma coś w sobie, zawsze chętnie tam jeżdżę.
22:12, olijanna , Berlin
Link Komentarze (2) »
środa, 12 września 2007
Kobietą być nad Odrą

Do tego napisania tego posta sprowokowala mnie wypowiedź pewnej znanej niemieckiej dziennikarki, która pozwolila sobie na publiczne pochwalenie polityki rodzinnej Trzeciej Rzeszy. Cóż wyznanie co najmniej szokujące, skąd się natomiast biorą nieoficjalne glosy zrozumienia dla rzeczonej pani redaktor? Wydawać by się moglo, że ostatnią rzeczą jakiej pragną kobiety niemieckie jest rodzenie dzieci i tradycyjna dawno pożegnana (we wszystkich landach oprócz Bawarii) rola kury domowej (żadna to byla opiekunka domowego ogniska, powiedzmy sobie szczerze: konkretny zestaw obowiązków i tyle). Otóż Niemki wpadly najwyraźniej w pulapkę emancypacji. Generalnie te wyksztalcone nie rodzą dzieci (ponad 40% z nich nie ma w ogóle potomstwa), a jak rodzą to bardzo późno (ogólna średnia to ponad 30 lat!). Statystyki malżeńskie nie są lepsze, państwo martwi się niemal notorycznie malym przyrostem (najniższy w EU). Wedlug moich koleżanek problem polega glównie na tym, że w Niemczech posiadacz potomstwa jest traktowany przez spoleczeństwo jako osoba drugiej kategorii. Na przyklad podróż z dzieckiem jest męczarnią, ponieważ każdy pragnie tylko świętego spokoju. Tak samo ludzie reagują w innych miejscach publicznych. A już zupelną tragedią jest stosunek pracodawców do dzieciatych rodzin (czasami używa się określenia "kinderfeindliche Firmen"- firmy niechętne dzieciom). Do tej listy negatywnych aspektów posiadania większej rodziny dochodzi problem ze żlobkami i przedszkolami (kolejny problem mentalny, "Rabenmutter" czyli wyrodna matka to termim kojarzony z oddawaniem dziecka na wychowanie innym osobom!). Zawsze wiedzialam, że tutaj stosunek do rodziny i dzieci jest specyficzny, do tej pory jednak myślalam, że wynika to z konfliktu między tradycyjną (dla mnie zdecydowanie) męską niemiecką kulturą i równoczesną daleko posuniętą emancypacją kobiet. A tu się okazuje, że te kobiety wcale nie są takie wyemancypowane. Z uporem porównują Niemcy do Francji, w której jakoś wszystko udaje się polączyć. Wspomniana dziennikarka chyba też byla mocno sfrustrowana. Kobieta nastawiona na pracę, która pierwszego dziecka doczekala sie po 40-tce, stwierdzila w końcu, że jednak wolalaby ich mieć więcej. W temacie rodziny jak widać Niemcy zawsze wpadają w skrajność.

poniedziałek, 03 września 2007
Refleksje "mlodzieżowe"
Będzie o temacie trochę malo powiązanym z moim blogiem, ale akurat dla mnie bardzo aktualnym. W miniony weekend mialam spotkanie z ludźmi tak gdzieś 7 lat mlodszymi ode mnie (w Polsce). Oczywiście bylam na nim slużbowo. I wiecie co mnie wbilo w ziemię? Potworne krytykanctwo powiązane z przedziwnie wielką pewnością siebie tejże zlotej mlodzieży. A w tym wszystkim malo luzu i dystansu. Ach, chyba pierwszy raz w życiu odczulam tak mocno rożnicę pokoleniową. 
wtorek, 28 sierpnia 2007
Tiergarten
TiergartenTiergartenTiergartenTiergarten polanaBieg Tiergarten
10:01, olijanna , Berlin
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6